Agencja LIVE od prawie trzech dekad współtworzy krajobraz muzycznych i kulturalnych wydarzeń w Polsce, wyznaczając trendy i budując scenę, na której spotykają się emocje, pokolenia i pasje. Od kameralnych koncertów na plażach, przez miejskie festiwale, aż po halowe wydarzenia redefiniujące formułę live experience – LIVE tworzy historie, które zostają w pamięci na długo. Dziś agencja opowiada o projektach, które zmieniają sposób, w jaki przeżywamy muzykę. O festiwalach z duszą, partnerstwach z wizją i o tym, że najważniejsze są relacje – mówi Arek Stolarski, szef agencji LIVE.
Działamy od 26 lat i myślę, że ten fakt już jest wyróżnikiem na rynku eventowym w Polsce. To znaczy, że klienci chcą z nami współpracować i powierzać nam swoje budżety, że publiczność nam ufa i kupuje bilety a także, co chyba najważniejsze, że udało się nam zebrać niemałą grupę zaufanych ludzi, którzy pod parasolem Live robią wspaniałe wydarzenia i przy tym się dobrze bawią.
To, że stworzymy festiwal skrojony pod nas, wiedzieliśmy już od dawna. Pandemia nieco opóźniła nasze plany, ale od kilku lat pracowaliśmy nad koncepcją, programem i partnerstwami. Live to przede wszystkim ludzie połączeni pasją do muzyki — słuchamy jej dużo i w najróżniejszych sytuacjach. Zbudowanie festiwalu we współpracy z podobnie myślącymi partnerami z Radia 357 i Miasta Gdańska stało się naturalnym, wręcz samonapędzającym się procesem.
Z Wojtkiem znamy się i szanujemy od ponad 20 lat. Podczas wielu spotkań rozmawialiśmy o wydarzeniach z całego świata, które mogłyby stać się dla nas inspiracją. Wojtek dużo koncertuje poza Polską i zawsze ciekawiło mnie, jakie festiwale, miejsca czy artystów szczególnie zapamiętał. Jednym z takich wydarzeń jest We Out Here w Wielkiej Brytanii – festiwal łączący światowej klasy koncerty z bogatą ofertą dla rodzin, warsztatami wellness, sztuką, kulturą i wyjątkowym poczuciem wspólnoty.
Monsters of Jazz to z kolei tytuł płyty zespołu Wojtka, Pink Freud. Połączenie tych dwóch wątków stało się impulsem do stworzenia trasy i festiwalu, który – cytując Wojtka – „zapoczątkuje tradycję letniego festiwalu jazzowego o bardzo szerokich horyzontach. Otwartego dla wszystkich środowisk i grup wiekowych, gdzie wolność, różnorodność i tolerancja będą podstawą dobrej zabawy i nowych doświadczeń.”
Tych momentów jest naprawdę wiele – w gruncie rzeczy nasza praca polega na kreowaniu właśnie takich chwil. Mam ich w głowie mnóstwo: klimatyczne koncerty na plażach Bałtyku, uśmiechnięci finiszerzy na maratonach czy Ultrasie Oliwskim, wyjątkowe występy Męskie Granie Orkiestry, czy też wieczory po udanej realizacji, gdy wspólnie – zmęczeni, ale szczęśliwi – podsumowujemy dzień i planujemy kolejny. Ogromną satysfakcję przyniósł nam także sukces Inside Seaside, który już od pierwszej edycji spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. To dla nas powód do wielkiej radości i dumy.
Myślę, że najbardziej przyciąga autentyczność i emocje, jakie daje muzyka na żywo. Festiwal czy koncert to coś więcej niż występ – to wspólnota, atmosfera i możliwość przeżycia czegoś razem. Pretekst do spotkań. Nasza publiczność oczekuje jakości i czegoś unikalnego: klimatycznych miejsc, ciekawej oprawy, dodatkowych aktywności czy poczucia, że uczestniczą w czymś wyjątkowym. To właśnie te elementy staramy się łączyć, tworząc nasze wydarzenia.
Tak, jestem fanem pchlich targów i jarmarków. Uwielbiam lokalność, sąsiedzką atmosferę i rękodzieło. Inspirują mnie twórcy, którzy własnymi rękami potrafią stworzyć piękne rzeczy – również dźwięki. Lubię z nimi rozmawiać, szukać inspiracji, poznawać receptury i techniki, podziwiać ich pasję. Często coś kupuję albo wykorzystuję zasłyszane przepisy w swojej twórczości, na przykład przy robieniu nalewek.
Myślę, że rynek będzie się rozwijał wielotorowo. Z jednej strony będą stadionowe wydarzenia z udziałem headlinerów czy wielkie, multimedialne projekty nastawione na masowego widza. Im więcej będzie takich spektakularnych wielkich przedsięwzięć, tym więcej będzie inicjatyw, gdzie kluczowe będą autentyczność i wspólnota. Chcę robić te drugie.
Nie wiem. Nie zastanawiam się nad tym, jakie miejsce w historii polskiej muzyki zajmie Live za 20 lat – to nie jest dla mnie najważniejsze. Bardziej zależy mi na tym, żeby ta droga była ciekawa, pełna inspirujących spotkań z wrażliwymi ludźmi. Chcę, byśmy wciąż pracowali z pasją, otoczeni ludźmi, którzy się szanują i potrafią dzielić się tą energią z innymi. Jeśli za dwie dekady ktoś powie, że Live było miejscem, gdzie rodziły się wyjątkowe pomysły i piękne emocje – to będzie największe wyróżnienie.
Agencja LIVE od lat udowadnia, że siła wydarzeń tkwi nie tylko w głośnych nazwiskach, ale w pomyśle, atmosferze i autentyczności. To właśnie ten sposób myślenia pozwolił im współtworzyć wyjątkowe projekty, które łączą pokolenia i tworzą niezapomniane wspomnienia. Niezależnie od tego, co przyniosą kolejne lata – jedno jest pewne: LIVE wciąż będzie tam, gdzie bije serce muzyki i emocji.