Kultura

Richard Bona: „Muzyka może przypominać nam, że więcej nas łączy, niż dzieli” [WYWIAD]

21.09.2026

Richard Bona od dekad pokazuje, że muzyka nie potrzebuje granic. Kameruński basista, wokalista, kompozytor i laureat Grammy swobodnie łączy jazz, afrykańskie korzenie, muzykę latynoską i pop, a na swojej drodze współpracował m.in. z Herbiem Hancockiem, Chickiem Coreą, Patem Methenym, Stingiem i Stevie Wonderem. W rozmowie opowiada nam o poszukiwaniu inspiracji, lekcjach wyniesionych ze spotkań z wielkimi artystami, procesie komponowania oraz szczególnej relacji z polską publicznością. Już 12–14 października 2026 roku Richard Bona Quintet zagra trzy koncerty w Polsce – w Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu.

Twoja muzyka łączy jazz, afrykańskie korzenie, muzykę latynoską, pop i wiele innych wpływów. Czy aktywnie poszukujesz nieznanej Ci muzyki, czy nowe inspiracje zazwyczaj trafiają do Ciebie poprzez podróże i współpracę z innymi artystami?

Richard Bona: Jedno i drugie. Ciekawość jest nieodłączną częścią bycia muzykiem, dlatego cały czas słucham. Słucham muzyki z całego świata - nie tylko po to, by poznawać różne style, ale też by usłyszeć, w jaki sposób ludzie wyrażają radość, ból, duchowość, celebrację czy codzienne życie. Bardzo wiele można nauczyć się z rytmu, brzmienia instrumentu, a nawet z ciszy otaczającej melodię.

Najgłębsze inspiracje przychodzą jednak zazwyczaj poprzez prawdziwe spotkania z ludźmi. Kiedy podróżujesz, dzielisz z kimś posiłek, siedzisz razem w studiu albo grasz na jednej scenie z muzykami z zupełnie innego świata, muzyka staje się czymś osobistym. Przestaje być odległą ideą, a staje się rozmową. Muzyka jest żywym językiem, a każde spotkanie może nauczyć cię nowego akcentu. Z czasem wszystkie te głosy stają się częścią mojej własnej historii, a jednocześnie nie tracę więzi z miejscem, z którego pochodzę.

Współpracowałeś z takimi artystami jak Herbie Hancock, Chick Corea, Pat Metheny, Sting czy Stevie Wonder. Czy jest jakaś rada od innego artysty, która towarzyszy Ci przez całą karierę?

Richard Bona: Najlepsze rady często płyną z obserwowania, jak pracują wielcy artyści. Kiedy jesteś blisko muzyków tego formatu, widzisz, że prawdziwa lekcja nie dotyczy wyłącznie nut czy techniki. Chodzi o uważne słuchanie, zachowanie ciekawości i szacunek do każdego człowieka.

Najlepsi artyści nigdy nie przestają się uczyć i wiedzą, że muzyka zawsze jest czymś większym niż jednostka.

To towarzyszy mi przez całą karierę: służ muzyce, a nie własnemu ego. Oczywiście potrzebujesz dyscypliny i musisz ciężko pracować nad swoim instrumentem, ale najważniejsze pytanie zawsze brzmi: czy potrafisz sprawić, żeby ludzie coś poczuli? Jeśli muzyka otwiera drzwi do czyjegoś serca, to znaczy, że spełniła swoje zadanie.

Wypracowałeś bardzo charakterystyczny język muzyczny, ukształtowany przez wiele kultur i gatunków. Czy możesz opowiedzieć nam o swoim procesie tworzenia utworów - od pierwszego pomysłu aż po gotowy numer?

Richard Bona: Piosenka może zacząć się od czegokolwiek: rytmu, linii basu, melodii, frazy albo wspomnienia. Czasami wszystko zaczyna się od czegoś bardzo prostego - może od dźwięku, który usłyszę w podróży, albo od uczucia, które zostaje ze mną po jakiejś rozmowie. Staram się niczego nie wymuszać.

Najpierw wsłuchuję się w emocję i historię ukrytą w danym pomyśle, ponieważ to właśnie one nadają utworowi kierunek.

Później wokół tego uczucia buduję harmonię, groove i aranżację. Myślę o muzyce jak o podróży: musi być w niej przestrzeń, zaskoczenie, ruch i powód, dla którego każdy instrument zabiera głos.

Ostatni etap zawsze jest zespołowy. Kiedy muzycy wnoszą do utworu własny głos, osobowość i wyobraźnię, kompozycja staje się czymś większym, niż początkowo sobie wyobrażałem. To jedna z najpiękniejszych rzeczy w tworzeniu muzyki.

Zagrałeś mnóstwo koncertów na całym świecie, ale wyjście na scenę nadal może być wyjątkowym momentem. Czy masz jakieś rytuały przed koncertem?

Richard Bona: Nie mam żadnego skomplikowanego rytuału, ale lubię znaleźć chwilę ciszy przed wejściem na scenę. Oddycham, skupiam się i nawiązuję kontakt z muzykami.

Koncert nie jest czymś, co po prostu powtarza się z poprzedniego wieczoru. Każda publiczność jest inna, każda sala ma własną energię, a każdy zespół danego dnia czuje się trochę inaczej.

Dlatego staram się wychodzić na scenę z otwartym sercem i otwartymi uszami. Myślę o tym, jak wielkim przywilejem jest możliwość dzielenia się muzyką z ludźmi, i przypominam sobie, że jesteśmy tam po to, by coś dać, a nie tylko wystąpić.

Potem wychodzimy na scenę, patrzymy na siebie i pozwalamy, by to muzyka nas prowadziła. Najważniejsze jest pozostanie w danym momencie, ponieważ najlepsze chwile bardzo często są właśnie tymi, których wcześniej nie zaplanowaliśmy.

Muzyka potrafi zostać z nami na długo po wybrzmieniu ostatniej nuty. Co chciałbyś, aby ludzie wynosili ze sobą z Twoich koncertów?

Richard Bona: Mam nadzieję, że ludzie wychodzą z koncertu z radością, emocjami i poczuciem więzi. Każdy z nas przychodzi na koncert z czymś innym - z pracą, zmartwieniami, wspomnieniami czy nadziejami. Na pewien czas muzyka daje nam przestrzeń, w której te różnice mogą zniknąć i możemy po prostu być razem. To bardzo potężne doświadczenie.

Mam też nadzieję, że ludzie wychodzą z koncertu z ciekawością - być może z nowym rytmem w ciele, melodią w głowie albo chęcią poznania innej kultury poprzez muzykę.

Muzyka może przypominać nam, że więcej nas łączy, niż dzieli. Jeśli ktoś opuszcza koncert trochę lżejszy, trochę bardziej otwarty albo wciąż nucąc melodię w drodze do domu, to jest coś pięknego. Dla mnie właśnie na tym polega prawdziwy sukces koncertu na żywo.

W swojej karierze wielokrotnie odwiedzałeś Polskę i wydaje się, że zbudowałeś szczególną relację z polską publicznością. Co sprawia, że wciąż tutaj wracasz?

Richard Bona: Polska publiczność słucha z prawdziwą uwagą i otwartością, dlatego zawsze czułem z nią silną więź. W Polsce istnieje bardzo głęboko zakorzeniona kultura muzyczna. Ludzie przychodzą na koncert z otwartymi uszami i otwartym sercem - naprawdę chcą podróżować razem z muzyką, a nie tylko jej słuchać. Jako artysta od razu czuje się to ze sceny.

Miałem również przywilej tworzyć muzykę ze wspaniałą Anną Marią Jopek, której głos i artystyczną hojność niezwykle podziwiam. Takie doświadczenia tworzą prawdziwy most pomiędzy muzykami a publicznością i sprawiają, że dany kraj staje się jeszcze bliższy sercu.

Przez lata poznałem w Polsce wielu wspaniałych ludzi i zagrałem tutaj wiele niezapomnianych koncertów. Za każdym razem, gdy wracam, coraz mniej przypomina to wizytę, a coraz bardziej ponowne spotkanie z przyjaciółmi. Taka relacja jest czymś niezwykle cennym i nadaje każdemu koncertowi dodatkowe znaczenie - zarówno dla mnie, jak i dla muzyków, z którymi dzielę scenę.

Jest w tym również dużo ciepła, ciekawości i prawdziwego poczucia wymiany z publicznością. Przez lata poznałem w Polsce wielu wspaniałych ludzi i dzieliłem z nimi wiele niezapomnianych koncertowych chwil. Za każdym razem, gdy wracam, coraz mniej przypomina to wizytę, a coraz bardziej ponowne spotkanie z przyjaciółmi. Taka relacja jest czymś niezwykle cennym i nadaje każdemu koncertowi dodatkowe znaczenie - zarówno dla mnie, jak i dla muzyków, którzy dzielą ze mną scenę.

Już w październiku będzie kolejna okazja do tego muzycznego „spotkania z przyjaciółmi”. Richard Bona Quintet wystąpi w Polsce trzykrotnie: 12 października 2026 roku w Klubie Tama w Poznaniu, 13 października w Klubie Kwadrat w Krakowie oraz 14 października w Zaklętych Rewirach we Wrocławiu. Na żywo spotkają się jazz, afrykańskie korzenie, latynoskie rytmy i charakterystyczna dla Bony swoboda przekraczania gatunkowych granic.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ: