SAINT VITUS (USA) doom metal:
Bez nich nie byłoby Candlemass, My Dying Bride, Paradise Lost, Crowbar, Cathedral, Electric Wizard i całej masy innych zespołów (choćby stonerowych, sludge'owych), które opierają swoją muzykę na brudnych, mocarnych, ciężkich riffach i wgniatającej w glebę sekcji rytmicznej. Szukając początków doom metalu zapewne większość wyjdzie od Black Sabbath, potem pojawi się pewnikiem Pentagram, Witchfinder General i na pewno ta kapela – jedna z największych legend gatunku, Saint Vitus z Los Angeles. Istnieje blisko 40 lat, aczkolwiek z przerwami, a albumami "Saint Vitus", " Hallow's Victim", "Born Too Late" i "V" na trwałe zapisała się w historii metalu oraz zainspirowała legiony muzyków na całym świecie. Od momentu reaktywacji w 2008 roku w składzie wciąż są dwie najbardziej charyzmatyczne postacie Saint Vitus, wokalista Scott "Wino" Weinrich i gitarzysta Dave Chandler, a także oryginalny basista Mark Adams. Wspaniale, że po kilkunastu miesiącach znów do nas wracają. Zwłaszcza, że wciąż promowany materiał studyjny grupy – "Lillie: F-65" z 2012 roku pierwszy po 17-letniej przerwie, nic nie stracił na jakości. A w czasie, który minął od pierwszych występów Saint Vitus w Polsce, wytwórnia Season Of Mist wznowiła dwa materiały amerykańskiej legendy – "C.O.D." oraz "Die Healing". To będzie wspaniała, ciekawa, pouczająca lekcja z historii metalu. Wagary w tym przypadku wysoce niewskazane!